18 grudnia klasy 5c oraz 7a wyjechały do Krakowa, by wczuć się w niepowtarzalny klimat bożonarodzeniowego jarmarku, wypełnionego zapachem korzennych pierników i pysznego jedzenia, dźwiękiem kolęd i kolorowymi światełkami. Naszą przygodę zaczęliśmy od odwiedzin w Pałacu Krzysztofory, gdzie zorganizowano coroczną, pokonkursową wystawę krakowskich szopek. Szopka krakowska jest ewenementem na światową skalę. To smukła, wielopoziomowa, wieżowa, bogato zdobiona budowla, skonstruowana z lekkich, nietrwałych materiałów. Charakteryzuje się nagromadzeniem fantazyjnie przetworzonych i połączonych ze sobą zminiaturyzowanych elementów zabytkowej architektury Krakowa, w których scenerię przeniesiona została scena Bożego Narodzenia. Bardzo długo i w ciszy przyglądaliśmy się ręcznie wykonanym szopkom, podziwiając misternie wykonane drobne elementy i figurki, zastanawiając się, gdzie ukryte są silniczki poruszające całą scenografią.
Następnym punktem programu był świąteczny jarmark na krakowskim rynku. Przechadzaliśmy się po ozdobionych straganach, szukając wyjątkowych prezentów
i smakołyków.Towarzyszyła nam atmosfera pełna radości, a drewniane stoiska tętniły życiem, oferując tradycyjne ozdoby, rękodzieło i różne przysmaki. Miasto mieniło się kolorami, a dźwięki świątecznej muzyki i piękne słońce sprawiały, że dzień stał się bardzo przyjemny.
Weszliśmy również do Kościoła Mariackiego, by zobaczyć słynny ołtarz wykonany w XV wieku przez krakowskiego rzeźbiarza Wita Stwosza. Po chwili zadumy i skupienia wyszliśmy na zewnątrz, by wysłuchać hejnału granego przez trębacza z wieży kościoła. Hejnał ten stał się muzycznym symbolem Krakowa i rozbrzmiewa do dziś: grany jest co godzinę przez całą dobę na cztery strony świata.
Ulicą Floriańską przeszliśmy w stronę miejskich średniowiecznych murów oraz barbakanu, czyli okrągłej, murowanej budowli niegdyś połączonej z główną bramą miasta. Zwiedziliśmy też sukiennice, podziwialiśmy wieżę ratuszową oraz rzeźbę Igora Mitoraja.
Zmęczeni, ale najedzeni, z torbami smakołyków i świątecznych prezentów, wróciliśmy do Czechowic. Tę świąteczną przygodę będzie trzeba powtórzyć za rok. Może uda się nam wyprawa pociągiem? Kto wie…